Współczesne dzieci i młodzież. Słabsi niż kiedyś? Rozmowa z dr hab. Mariuszem Jędrzejko, prof. WSKZ
Na początku października, w Krynicy-Zdroju, dr hab. Mariusz Jędrzejko, prof. WSKZ poprowadzi szereg szkoleń adresowanych do kuratorów sądowych Sądu Okręgowego w Tarnowie. Wśród tematów znajdą się m.in.: higiena cyfrowa, czy zagrożenia związane z substancjami psychoaktywnymi. W związku z tym, że stoimy u progu nowego roku szkolnego – wrzesień bowiem za pasem – zadaliśmy Profesorowi kilka istotnych pytań dotyczących najbardziej palących problemów dzieci i młodzieży. Zachęcamy do lektury.
WSKZ: Ma Pan za sobą tysiące rozmów z młodymi ludźmi. Gdyby dziś miał Pan wejść do pierwszej lepszej szkoły średniej, zerknąć na poruszających się po korytarzach uczniów i powiedzieć o nich jedno zdanie, które najlepiej odda kondycję ich zdrowia psychicznego – jakie by ono było?
M.J.: Wirtualna immersja, społeczne nieistnienie. Nastąpiło głębokie przewartościowanie modeli relacji społecznych, w wyniku czego tracą oni naturalne zdolności do wybierania, tworzenia, umacniania, weryfikowania oraz unikania kontaktów społecznych. Czyni ich to dużo słabszymi na problemowe relacje społeczne. Nie traktują ich jako coś, czego można uniknąć, ale coś, co ich przygniata.
WSKZ: Włożę kij w mrowisko i zapytam o zdanie, które z wielką łatwością jako dorośli wypowiadamy: czy dzisiejsze dzieci i młodzież są mniej odporne psychicznie niż my byliśmy w ich wieku? Niż 10, 20 czy 30 lat temu?
M.J.: Są absolutnie słabsze, ale nie jako „słabe geny”, lecz jako utrata klasycznych umiejętności społecznych oraz wynik przeciążenia ośrodkowych układów nerwowych, szczególnie poprzez lawiny informacyjne oraz przeładowanie dopaminą. Ten proces zaczął się pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku jako następstwo wchłonięcia w smartfony oraz „rewolucji” wychowawczej, w której nie łączy się praw dzieci z ich obowiązkami oraz obniża wymagania moralne.
WSKZ: A nie ma Pan wrażenia, że w programie szkolnym – tak samo jak matematyki czy języków obcych – młodzi ludzie powinni uczyć się tego, jak radzić sobie ze stresem, agresją i napięciem? Po prostu na pewnym poziomie uczyć się psychologii, by lepiej rozumieć i „obsługiwać” siebie, ale także rozumieć innych.
M.J.: Nie sądzę, aby były potrzebne jakieś nowe przedmioty, chodzi raczej o powrót do zrównoważonego wychowania w rodzinie oraz uczynienie ze szkoły instytucji wychowującej, tak jak to było w platońskiej Akademii. My po prostu wychowanie zamieniliśmy na hodowanie. Mnożenie bytów instytucjonalnych nic nie da, jeśli nie zmienimy „błędu pierwszego”, który zaczyna się w słabych procesach oddziaływania na dziecko w rodzinie. Szkoła musi powrócić na tory instytucji wpływu społecznego, moralnego oraz instytucji, w której są jasne reguły. To jest bezpośrednio związane z procesami biurokratyzacji szkoły oraz uwikłania szkoły w politykę – dzisiaj stanowisko dyrektora szkoły jest powiązane z opcją polityczną rządzącą w gminie, powiecie, mieście. To jest „zbiorowe zabójstwo” szkoły.
Jeśli mówimy o kondycji dzieci, to potrzebują one jasnych zasad, reguł oraz wychowania na wartościach i mocnego nacisku na kondycję fizyczną. Ich słabość psychiczna jest pochodną słabości w tych czterech obszarach. Jest jeszcze jeden problem, choć to, co powiem, nie będzie się wielu podobało, ale znacząca część psychologów, a więc ludzi mających wspomagać dzieci, to ludzie słabi wewnętrznie, pokiereszowani w dzieciństwie, pogubieni, którzy w psychologii szukają naprawy własnych traum i problemów.
WSKZ: Panie Profesorze, to być może zabrzmi naiwnie, ale kiedy docierają do nas informacje o zabójstwie 11-latki przez 12-latkę albo o znęcaniu się nad uczniem do tego stopnia, że odbiera sobie życie, zadajemy sobie wiele pytań. Między innymi: „Dlaczego?” i „Jak dziecko może tak skrzywdzić drugie dziecko?”. I chociaż – sięgając pamięcią – zawsze dochodziło do przemocy rówieśniczej, można odnieść wrażenie, że „kiedyś tak nie było”. Było czy nie było? Czy dziecięce okrucieństwo rzeczywiście przybiera dziś formy, które jeszcze kilkanaście lat temu były znacznie rzadsze?
M.J.: Wprowadzamy – już – małe dzieci do świata dorosłych, filmów, imprez, gier komputerowych, sporów rodzinnych i politycznych. One patrzą i uczą się, często nie rozumiejąc tych procesów – Albert Bandura, teoria społecznego uczenia się. Jest tylko jedna droga naprawy – powrót do wprowadzania dzieci w życie zgodnie z ich rzeczywistymi potencjałami emocjonalnymi, poznawczymi, moralnymi. Miejsce 4-latka nie jest przy filmie wieczornym, tak jak 6-latki przy spotkaniu dorosłych ludzi mówiących o polityce lub interesach. Zbytnio przyspieszyliśmy wrastanie dzieci w dorosłość i dokonaliśmy przewartościowania przekazu ekranowego w kierunku brutalizacji i agresji.
WSKZ: A czy możemy wskazać jedno – Pana zdaniem najważniejsze – zagrożenie na tę chwilę? Coś, na co szczególnie uczula Pan rodziców, opiekunów i nauczycieli?
M.J.: Po pierwsze. Jest to konieczność modelowania dostępu dzieci do urządzeń ekranowych i cyfrowych sieci społecznych – pierwszy telefon powyżej 14 roku życia, całkowity zakaz social mediów do 14 roku życia i totalny zakaz TikToka.
Po drugie. To konieczność powrotu wychowania moralnego do szkół oraz oparcie obecności ucznia w szkole o jasne prawa
i obowiązki.
Po trzecie. Uwolnienie szkoły od obciążeń biurokratycznych, rozwiązanie kuratoriów oświaty w tym kształcie jakie mają teraz, nadanie dyrektorom szkół zdecydowanie większych uprawnień – jest podstawa programowa, ale to, jak jest realizowana, o tym decyduje szkoła.
Po czwarte. Potrzebujemy ofensywy edukacyjnej adresowanej do rodziców, aby zrozumieli, jak rozwija się dziecko, i czego w tym rozwoju nie wolno robić, a co trzeba robić.
WSKZ: Kuratorzy sądowi najczęściej spotykają ludzi wtedy, gdy coś już się wydarzyło. Gdyby mógł Pan zmienić jedną rzecz w polskiej profilaktyce, tak aby kuratorzy rzadziej musieli interweniować, co by to było?
M.J.: Po pierwsze pieniądze z tzw. korkowego idą tylko na rzeczywistą profilaktykę szkolną oraz środowiskową. Znając zagrożenia w każdej szkole podstawowej realizujemy corocznie tematykę higieny cyfrowej z uczniami i rodzicami, w każdym roku profilaktykę z zagrożeń substancyjnych z uczniami i rodzicami. Te zajęcia są obowiązkowe dla rodziców i uczniów. Każda rada pedagogiczna ma w cyklu rocznym dwa specjalistyczne szkolenia z naciskiem na metodykę profilaktyki. Poszerzamy prawa dyrekcji szkół do działań interwencyjnych wobec uczniów i rodziców w przypadku naruszania norm społecznych i uzależnień. I ważna zmiana prawna – do 17 roku życia to rodzice decydują o umieszczeniu dziecka w placówce socjalizacji oraz uzależnień, a nie dziecko. Powinniśmy także zmienić do 14 dni tryb decyzji sądowych do umieszczania dzieci w tego typu placówkach – to nie musi być zmiana stała, ale na najbliższe 4-5 lat. Potrzebujemy także zdecydowanej rozbudowy ośrodków socjoterapii oraz zmiany reguł prawnych w kierunku większej dyscypliny połączonej z intensywnym oddziaływaniem psychospołecznym.
I wreszcie – potrzebujemy w każdej szkole ponadpodstawowej jednego specjalisty od profilaktyki uzależnień – powinny ich kształcić nie szkoły psychoterapii, a wyższe uczelnie. Dzisiaj zrobiono z tego wielki biznes.
WSKZ: Dziękuję za rozmowę!