Zmęczeni odpoczywaniem? Rozmowa z dr Anną Paluszak o nadmiarze, regeneracji i pułapce „self-care”
Czy odpoczynek rzeczywiście pozwala nam dziś odpocząć? W świecie nieustannej dostępności, nadmiaru bodźców i presji produktywności nawet dbanie o siebie może stać się kolejnym zadaniem do wykonania. O przewlekłym zmęczeniu, regeneracji i pułapce „self-care” rozmawiamy z dr Anną Paluszak. Przeczytaj wywiad, który skłania do zastanowienia się nad tym, czy potrafimy jeszcze naprawdę zwolnić.
Co dziś najbardziej nas przeciąża?
Anna Paluszak: Myślę, że przede wszystkim nadmiar. Nadmiar obowiązków, informacji, bodźców i oczekiwań. Jesteśmy właściwie cały czas dostępni – dla pracy, szkoły, rodziny, znajomych.
Nawet kiedy odpoczywamy, często sięgamy po telefon i nadal dostarczamy sobie kolejnych bodźców. Do tego dochodzi presja, żeby:
- być produktywnym;
- dobrze wyglądać;
- rozwijać się;
- znaleźć czas dla bliskich.
Nasz organizm ma więc coraz mniej momentów, w których naprawdę może zwolnić.
Aż 66 proc. Polaków doświadcza chronicznego zmęczenia i objawów takich jak stałe osłabienie i brak energii. Czy przewlekłe zmęczenie to już choroba i „znak naszych czasów”?
A.P.: Samo przewlekłe zmęczenie nie musi oznaczać choroby, ale na pewno nie powinniśmy go ignorować. Jeśli ktoś przez dłuższy czas jest wyczerpany, zasypia w ciągu dnia, nie ma energii mimo odpowiedniej ilości snu, powinien zająć się tym tematem i poszukać przyczyny, być może skonsultować się z lekarzem.
Zmęczenie jest rzeczywiście znakiem naszych czasów. Żyjemy szybko, nie dajemy sobie czasu na regenerację, raczej próbujemy regenerować się „na czas”, wciskając odpoczynek pomiędzy kolejne obowiązki. Jeśli przez resztę dnia funkcjonujemy w ciągłym napięciu – osiem godzin snu nie wystarczy, potrzebujemy także odpoczynku psychicznego.
Czy w dzisiejszym zabieganym świecie naprawdę umiemy wypoczywać? A z drugiej strony – czy dla niektórych z nas kult „self-care” nie jest frustrujący?
A.P.: Mam wrażenie, że coraz częściej musimy na nowo uczyć się odpoczywania. Wiele osób, kiedy nic nie robi, odczuwa wyrzuty sumienia. Pojawia się myśl: „powinienem zrobić coś pożytecznego”. Traktujemy odpoczynek jako nagrodę za produktywność, podczas gdy jest to podstawowa potrzeba człowieka.
Odnoszę także wrażenie, że dla wielu osób tzw. self-care zaczęło oznaczać coś innego, niż powinno. Wokół naszej potrzeby odpoczynku powstał cały rynek, który próbuje nam podpowiadać, jak mamy o siebie dbać. Media społecznościowe mogą tworzyć obraz, że self-care to:
- codzienna siłownia;
- masaże;
- zabiegi;
- medytacja o świcie;
- godzina tylko dla siebie;
- wakacje na Zanzibarze.
Problem nie polega na tym, że te rzeczy są złe, ale na tym, że zaczynamy traktować je jak standard, który trzeba spełnić. Dla wielu osób jest on po prostu niedostępny – ze względu na czas, finanse albo codzienne obowiązki.
Czy obserwując w mediach społecznościowych postaci, które mówią o godzinie dla siebie każdego dnia, o obowiązkowej siłowni, masażach itd., nie odczuwamy w związku z tym frustracji? Bo np. nie mamy czasu, bo nas na to nie stać?
A.P.: Dbanie o siebie nie musi kosztować pieniędzy ani zajmować godziny. Czasem będzie to:
- dziesięć minut ciszy;
- spacer;
- wcześniejsze pójście spać;
- rozmowa z kimś bliskim;
- powiedzenie „nie” kolejnemu obowiązkowi.
Self-care powinno nam pomagać, a nie być powodem do poczucia, że nie spełniamy kolejnego standardu.
Gdyby miała Pani polecić jedną praktykę wspierającą dobrostan psychiczny osobie, która właśnie rozpoczyna nowy rok szkolny lub akademicki – co by to było? I dlaczego właśnie to?
A.P.: Poleciłabym codziennie znaleźć choć kilkanaście minut na zwyczajny, „nieproduktywny” odpoczynek – bez telefonu i bez konkretnego zadania. Może to być:
- spacer;
- spokojna herbata;
- siedzenie na ławce;
- chwila ciszy.
Warto przypomnieć sobie, jak odpoczywaliśmy jako dzieci podczas wakacji. Nie potrzebowaliśmy wtedy ciągle nowych atrakcji. Było turlanie się po łóżku, zrywanie kwiatków, oranżada, robienie „widoczków”, trzepak czy wymyślanie supermocy przed zabawą z innymi dziećmi. Być może właśnie tego dziś najbardziej nam brakuje – zgody na robienie rzeczy prostych, które nie mają żadnego celu.
Warto na nowo odkryć, co dla nas samych naprawdę oznacza odpoczynek. Dlaczego właśnie to? Bo przez większość dnia nasza uwaga jest cały czas czymś zajęta. Lekcjami, wykładami, wiadomościami, mediami społecznościowymi czy obowiązkami. Taka krótka przerwa pozwala trochę wyciszyć głowę i zauważyć, jak naprawdę się czujemy. Nie chodzi o to, żeby robić to idealnie ani tworzyć kolejny punkt na liście obowiązków. Ważniejsza jest regularność i pozwolenie sobie przez chwilę po prostu być.